iTest: Car Mania

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Car Manie pomyślałem, że tego już za wiele. Jak perfidnym trzeba być, aby kopiować znowu ten sam pomysł? Był Flight Control, potem pojawił się Harbour Master, nie tak dawno zadebiutował iSpacePort. Wszystkie te gry są do siebie bliźniaczo podobne. Car Mania również wywodzi się z tej samej rodziny, ale swoich poprzedników bije jednak na głowę grafiką i całkiem udanym designem!
Zacznijmy do tego, że w Car Mani zamiast łódek pływających po oceanie, czy też samolotów łatających po niebie, mamy samochody. Samochody, jak to samochody jeżdżą po drogach, a drogi te prowadza do kolorowych garaży. W każdym z nich zaparkować może tylko samochód tego samego koloru. No i tutaj zaczyna się cała zabawa. Dróg jest kilka, garaży też jest kilka, a samochodów dziesiątki. Sterować ruchem trzeba tak, aby nie doprowadzić do czołowego zderzenia!
A no właśnie. Pierwszą innowacją jest opcja zderzenia czołowego. Samochody przestrzegają pewnych reguł drogowych. W szczególności gdy chodzi o autka tego samego koloru. Gdy dwa pojazdy zbliżają się do skrzyżowania, ale nie są ustawione naprzeciw, to się zatrzymują i kolizji nie ma. Do wypadku dochodzi tylko w momencie, gdy dwa auta zderzają się czołowo. Po drugie, tutaj nie mamy takiej swobody jak w wymienionych wyżej grach. Drogę po której pojedzie dany samochodzik wyznaczamy, a nie rysujemy. Co to oznacza? Palcem wskazujemy ścieżkę, ale tylko i wyłącznie po asfaltowych szlakach komunikacyjnych. W praktyce wygląda to tak, że rysujemy tylko proste linie w pionie oraz poziomie. Zupełnie zmienia to rozgrywkę. Wymuszając na graczach zgoła odmienna taktykę aniżeli chociażby w Flight Control.
Na tym różnice się nie kończą. Otóż jedna stłuczka nie kończy naszych zmagań z planszą. Kolizji może być kilkanaście nawet! Wszystko po przez pasek „rage”, który ładuje się wraz z każdym złym wydarzeniem drogowym. Przez wydarzenie drogowe rozumiem nie tylko stłuczki samochodów, ale również roboty drogowe, które od czasu do czasu pojawiają się w dowolnych miejscach na mapie. Naszym zadaniem jest wtedy szybciutkie stukanie w ekran telefonu. W momencie naładowania się całego paska chaosu drogowego, kończymy planszę. Jak to w życiu bywa, najgorszym naszym wrogiem jest czas oraz korki!
Jak już wspomniałem, ogólny pomysł na grę jest bardzo dobry. Przede wszystkim zaimplementowane w aplikacje plansze robią wrażenie. Jest ich kilka, każda z nich jest inna. Każda wymaga od nas zupełnie innego podejścia. Podam dwa przykłady. Na jednej z map, przez sam środek miasta przebiegają tory kolejowe. A co jeździ po torach? Po torach jeździ super ultra szybki pociąg. Prawdziwe Intercity! A co robi ekspres z samochodami na swojej drodze? Rozwala je spektakularnie w pył, ładując tym samym wskaźnik „rage. Najlepsze jest to, że nigdy nie wiadomo kiedy pociąg przeleci. Adrenalina towarzyszy nam przez całą rozgrywkę. Fantastyczny pomysł!
Drugą ciekawą planszą jest autostrada. Z pozoru wygląda bardzo prosto. Dwie ścieżki, które rozwidlają się na trzy końcówki. Jak wiadomo, na autostradzie jeździ się bardzo szybko. Spróbujcie obsługiwać taki bardzo szybki ruch. Żeby nie było za łatwo, kolory garażów zmieniają się co chwile. Prawdziwy chaos! Design leveli jest naprawdę wyśmienity.
I teraz kolejna innowacja. Każda z czterech plansz może być rozegrana w trzech różnych trybach rozgrywki: Survival, Road Rage oraz Time Attack. Cechą wspólna wszystkich trybów jest to, że każdy kończy się w momencie naładowania paska „rage”. W Survival naszym zadaniem jest zaparkowanie jak największej liczby samochodów w swoich garażach. A tych jest również kilka rodzajów. Nie zabrało motorów, samochodów sportowych, taksówek oraz ciężarówek. Jak zapewne się domyślacie, każdy z nich porusza się z inną prędkością, co dodatkowo urozmaica zabawę. Tryb Road Rage to zupełne przeciwieństwo Survival. Tutaj musimy doprowadzać do stłuczek. Zadanie nie jest jednak tak proste, jak się wydaje. Przypominam, ze interesują nas tylko zderzenia czołowe. W gąszczu uliczek i blokujących przejazd samochodów, ciężko jest doprowadzić do konfrontacji head to head. Time Attack jak sama nazwa wskazuje proponuje nam rozegranie partyjki w określonym czasie. Naturalnie dobra obsługa skrzyżowań przedłuża ustanowiony na początku planszy limit czasowy.
Jak więc widzicie, jest w co grać. Kilka plansz, kilka trybów, a do tego jeszcze osiągnięcia do odblokowania dla posiadaczy konta w OpenFeint. Achievementów jest kilkanaście, nie które wymagają precyzji, inne po prostu cierpliwości. Obok globalnych statystyk są całkiem fajnym urozmaiceniem. Kolejnym powodem, który zachęca do ciągłego powracania. Mi udało się odblokować ponad połowę i śmiało mogę powiedzieć, że nie spocznę dopóki nie załatwię wszystkich zadań.
Oprawa graficzna jest fenomenalna. W zasadzie ma się wrażenie, że gra jest trójwymiarowa, co oczywiście nie jest prawdą. Odpowiednia perspektywa, wypukłe budynki oraz modele samochodów załatwiają nam takie uczucie. Bardo ładnie prezentują się różnego rodzaju światła i cienie. Tego nie uświadczycie w Harbour Master czy Flight Control. A wybuchy, w szczególności gdy przejeżdża pociąg można uznać za graficzny majstersztyk. Przy czym wszystko śmiga jak ta lala. Żadnych zacięć, przestojów. Płynna rozgrywka.
Udźwiękowienie gry jest również całkiem dobre. Samochody naturalnie trąbią na siebie gdy utkną w korku. Wspomniany już kilka razy pociąg, również brzmi znajomo. Stukot kół po torach jest słyszalny. Dodatkowo dla wybrednych. Zamiast zaimplementowanych podkładów muzycznych można używać muzyki z iPoda. Nie trzeba jednak opuszczać aplikacji. W menu jest odpowiedni do tego przycisk. Wszystko jest intuicyjne i pod ręką. Genialna organizacja.
Czas na podsumowanie. Ta gra posiada wszystko co powinna. Jest dobra grafika, jest dobra muzyka. Bardzo dobre poziomy, kilka trybów rozgrywki. Nie zabrakło achievementów do odblokowania. Jest integracja z Facebookiem. Stary, uznany pomysł wykonany w nowy unikatowy sposób. Jakieś minusy? Oprócz tego, że pomysł po części został podejrzany od konkurencji to nie ma żadnych minusów. Nawet cena jest zachęcająca, zaledwie 0,79 euro! Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaproszenie Was do App Store. Warto zagrać!


Mała uwaga: pisze się “poprzez”.